"Kto tu kogo kocha?"
I nastał nowy dzień. Promyki słońca musnęły moje policzki przez szczeliny w żaluzji. Podeszłam do okna. Na jednej z gałęzi siedział mój sąsiad - Dave. Miał piękne zielone oczy, kasztanowe włosy i onieśmielający uśmiech. Zawsze lubił wdrapywać sie na drzewa, ponieważ on zawsze tam przesiadywał. Tego dnia miałam genialny plan. Chciałam razem z nim udać sie do parku nocą i rozbić piknik na drzewie, lecz gdy tylko weszłam do niego na drzewo on nagle spadł w krzaki znajdujące się pod drzewem. Nie rozumiem... Może go wystraszyłam? No nie miałam makijażu no, ale taka szkaradna to ja nie jestem. Postanowiłam jednak pójść i nałożyć na siebie tapetę. Wychodząc z łazienki, usłyszałam jakieś dźwięki dochodzące z kuchni. Okazało się że to tylko wiewiórka, która wymiotowała na środku blatu. Wkurzona złapałam za miotłę i z całej siły walnęłam wiewiórkę, tak że ta wpadła z łomotem do kosza na śmieci. Zatrzasnęłam go i wybiegłam ile sil w nogach do Dave'a, który obściskiwał się z moją babcią. Zatkało mnie! Miałam nadzieje, że jednak moje obawy się nie sprawdzą, że babcia będzie taka podła. To mój przyjaciel! W dodatku ładny... Zawsze wiedziałam, ze babcia lubi młodszych, ale żeby aż tak? Zdruzgotana poszłam do młyna. Pracował tam chłopak o imieniu Ken. Lubimy ze sobą rozmawiać. Zawsze obsypywał mnie mąką. Było to strasznie wkurzające i słodkie. Gdy weszłam do młynku ujrzałam go z workiem mąki w rękach. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szelmowsko i postawił go na podłodze.
-Hej! -powitał mnie.
-Cześć- powiedziałam smutna.
-Stało się coś?
-Ahhh szkoda mówić - odparłam a łzy poleciały mi po policzkach.
Ken odruchowo wziął mnie na ręce i zaniósł na piętro młynu, gdzie wrzucił mnie do mąki. Po czym Polał wodą, tak że teraz wyglądałam jak usmarkana. Widząc moją wściekłą minę. Natychmiast zanurkował w pszenicy. Żądna zemsty zrobiłam to samo. Nagle coś poczułam pod ręką. Okazało się, że to piła łańcuchowa, która chłopak trzymał w młynie. Coś mi tu nie grało... po co on trzymał piłę w młynie? I to w dodatku w worku?! Nagle mnie olśniło! Ken to psychopata! Musze stąd uciekać! Jeszcze przerobi mnie na kiełbaski... Ja chce jeszcze żyć, mieć chłopaka, męża, dzieci! Wyskoczyłam z pszenicy i co sił w nogach pobiegałam w kierunku drzwi. Gdy znalazłam sie na rynku miasta mogłam spokojnie odetchnąć i przemyśleć sobie to wszystko. Dave i babcia mają romans, Ken przerabia ludzi na kiełbaski! Co się tu wyprawia?! "Jedyna nadzieja w krasnoludku" To nasz miejscowy wróżbita, a nazywa się Theo. Ostatnio u niego byłam, żeby mi przewidział, kiedy złamie mi się paznokieć. Naprawdę ma wielki dar jasnowidza!
-O wielki Theo! proszę pomóż mi! - krzyknęłam klękając
-Jasne, wejdźmy do mojego namiotu.
W środku było duszno. Unosił sie duszący zapach z kadzideł. Wokół nas było pełno poduszek i w rogu schowały sie dwie piękne panie.
-Usiądź i całuj me stopy - odrzekł Theo.
Zaskoczona uklękłam i złożyłam pocałunek na jego stopie. Nie będę pisać jakie to było uczucie.
-Co chciałabyś wiedzieć?-zapytał.
-Co się wokół mnie dzieje. -odpowiedziałam.
-No niestety...-powiedział po dłuższej chwili przyglądania się w kulę- niedługo będziesz w ciąży.
-Z kim?! - krzyknęłam.
-Z osobą którą pożądasz.
Zastanowiłam sie chwilkę nad tym... Kogo ja pożądam? Wiem! Ale, ale to niemożliwe... Będę w ciąży z Finnckiem Odairem?
To zdanie wykrzyczałam, tak że Theo podskoczył.
-No właśnie!
-Ale jakim cudem?!
-A takim, że - urwał i zaczął sie rozbierać. - Że to ja jestem Finnick.
Zamurowało mnie... Nie dość, że zwierzałam mu sie ze wszystkich problemów to widzę go jeszcze w samych majtkach i skarpetkach w słodkie kotki. Keep calm, keep calm-powtarzałam sobie w myślach. Co wieczór marzyłam sobie żeby spotkać Finnicka, a tu, tego dnia, on stoi przede mną nagi! No prawie... Szybko rzuciłam sie na niego, aż tu nagle mój ukochany dostaje cegłą w łeb i umiera na miejscu. Odwracam się, a w wejściu stoi Dave
-Co ty z nim robisz?- zapytał.
-Dave? Co ty tu... nieważne! Co się to obchodzi? Najpierw ty obściskujesz się z moją babcią, a...
-Twoją babcią? To była twoja babcia? Ona mi powiedziała, że jest zawodową charakteryzatorką i właśnie testowała przebranie babci.
-Co Ty wygadujesz?! Ale to nie zmienia faktu, że zabiłeś go! - wybuchłam płaczem
-Alex, ja... Ja... Przepraszam... To wszystko z... Z... Z miłości do Ciebie.
-Jasne!
-No tak! Myślisz dlaczego ja godzinami przesiaduję na tym głupim drzewie?
-Myślałam, że lubisz sie wspinać... Zaraz! To znaczy, że ty mnie cały czas podglądałeś?! Ty świnio - spoliczkowałam go. Tak się wkurzyłam, że aż... podniosłam piłę leżącą w worku i pociachałam Dave'a na drobne kawałeczki. Gdy uświadomiłam sb co zrobiłam.zrozumiałam że jestem totalną idiotką. Wybiegłam z namiotu w kierunku jeziora Znalazłam niedaleko wielki głaz i kawałek linki. Wciągnęłam głaz na drzewo i sznurkiem przywiązałam go do szyi.
-Czas na mnie. -powiedziałam i rzuciłam się w jezioro.
![]() |
| Finnick Odair. |
*KONIEC*
Komentujcie, udostępniajcie! Motywuje nas to do pracy! ^^





