Translate

piątek, 3 stycznia 2014

Opowiadanie V

"Peeta, kochanie!"

Za górami, za lasami żył sobie pewien chłopiec, który uwielbiał piec chleb. Robił to znakomicie. Każda dziewczyna na świecie chciałaby mieć takiego przystojnego piekarza. Zwał się Peeta. Peeta Mellark. Wszystkie dziewczyny szalały na jego punkcie. Wszystkie, a wśród nich Miju i Christy. Były to przyjaciółki, które zamieszkiwały krainę po drugiej stronie. Zawsze chciały spotkać Peetę. Aż pewnego dnia wybrały się do swojej stajni osiodłać konie. Gdy to zrobiły wskoczyły na ich grzbiet i pojechały na przejażdżkę przy strumyku w stronę domu Peety. Chciały spełnić swoje marzenia. Gdy tak jechały przez las Christy powiedziała :
-Jak już będę z Peetą to możesz mieszkać blisko nas, wiesz żeby ci nie było przykro. Na to Miju odpowiedziała:
- Oj kochana! On jest mój i koniec kropka.
- No raczej nie!
 Zaczęły się kłócić. Wiał lekki wiatr, ciepły, a promienie słońca pięknie odbijały się w wodach strumienia.
 -Wiesz co ? Nie warto się na razie kłócić. -powiedziała Christy.
 -Masz rację...o chłopaka? Phi. -powiedziała Miju.
Ale w głowach obu już wyrósł plan jak się pozbyć konkurentki. Christy chwyciła żelazko, które trzymała w torbie i rzuciła w drugą, ale niestety kabel zaczepił się o drzewo i nie doleciało. Druga nawet nie zauważyła. Jechały dalej gdy nagle Miju zaczęła strasznie szybko galopować, Christy nie miała szans na dogonienie jej. Christy z rozdziawioną mordą wpatrywała się w przyjaciółkę.
-Co robisz?! -wrzasnęła za nią.
-Spełniam marzenia!-krzyknęła Miju.
Nie zauważyła gałęzi przed sobą... Ała to musiało boleć, i zawisła na gałęzi, a koń pogalopował dalej.
 -Hehe i było się tak śpieszyć? - powiedziała Christy ze złośliwym uśmiechem na twarzy.
-Przepraszam, że tak pogalopowałam...-powiedziała Miju
-Ok, ale sorry, spieszę się. Teraz ja jadę spełniać swoje marzenia. -Christy odwróciła się i pomachała Miju.
Miju powoli zeszłą z gałęzi i do Peety ruszyła pieszo. Gdy wieczorem zaszła do Peety zobaczyła swoją przyjaciółkę, która całuje jej największą miłość. Zdesperowana Miju zaczęła rzucać w nich świeżo upieczonymi bułeczkami. To zaimponowało Peecie. Odrzucił od siebie Christy i ruszył do drugiej dziewczyny. Miju ochoczo zabrała Peetę na konia i razem jechali ku zachodzącemu słońcu. Zaskoczona Christy pobiegła do garażu i wyciągnęła poduszkowiec. Jako że on pojawia się i znika odnalazła uciekinierów i zabrała Peetę. Poduszkowiec posiadał łazienkę więc Christy spuściła wszystkie odchody na Miju. Popatrzyła przez chwilę na brudną przyjaciółkę i ruszyła na zachód z Peetą. Tym czasem Miju wskoczyła do strumienia. Wyszła czysta i pachnąca i... sucha. Wirowała wzrokiem po niebie poszukując poduszkowca. Jest! Znalazła. Natychmiast wskoczyła na drzewo (jaki Spiderman ) Urwała gałąź i zaczęła ją ostrzyć scyzorykiem. Gdy skończyła wrzuciła w górę gałąź i przebiła poduszkowiec. Wrak zbliżał się ku ziemi co raz szybciej i szybciej! Wprost na ogromny głaz. Miju złapała i Peetę i Christy, ale ją wrzuciła do strumienia i uciekła z Peetą do jaskini, gdzie musiała wysuszyć buty, bo tylko one były mokre. Christy przybiegła z jęzorem na brodzie. -Kochanie! -zawołał Peeta. Christy rozsypała pinezki i rozłożyła skrzydła. Miju otworzyła gębę:
-Skąd ty masz skrzydła?
-Z dupy, a co? –powiedziała Christy.
 Rozchichotany Peeta złapał się Christy i polecieli w stronę księżyca. -Tu będziemy bezpieczni powiedziała Christy stając na księżycu. Miju wychodząc z jaskini nadepnęła na pinezki:
-Cholera! –krzyknęła i zaczęła wyciągać pinezki z pięty.
- Kuźwa! I ona była moją przyjaciółką. Myśli, ze jak sobie przyczepi skrzydła gołębia do dupy i Peeta będzie jej? Grrr. Wstała i skakała na lianach za parą. Dogoniła ich i wyrwała Christy skrzydła, a Peeta spadł do wodospadu.
-Kuźwa! -powiedział.- Ale długo spadałem z księżyca. Ale gdzie Miju? Gdzie Christy? -Spojrzał w niebo. Christy szła po niebie. -Jak ty to robisz?- krzyknął.
 -Talent.
Peeta spojrzał w górę.
-Aaa! -to spadała Miju z nieba. -Pomocy!
 -Buahahahaha!-zaczęła sie śmiać Christy.
Podeszła pod spadającą Miju i podłożyła rozpalone węgle. Peeta się zdenerwował i popełnił samobójstwo.
- Ale z nas idiotki nie? - powiedziała Christy.
- A e hyala - wyjąkała Miju po czym zmarła od wylanego budyniu przez Peetę.
Zdruzgotana Christy nie wiedziała co ze sobą zrobić, więc zaprzyjaźniła się z Katniss i zarywała do Gale'a.

Peeta Mellark.


*KONIEC*
Komentujcie, udostępniajcie! Motywuje nas to do pracy! ^^

czwartek, 2 stycznia 2014

Opowiadanie IV

"Problem znikających lodówek i wanien"


W pewnej małej wsi stał opuszczony stary domek. Odstraszał on nowych mieszkańców, a tutejsi żyli w strachu, bo bali się Hermiony Granger, która pożerała okoliczne lodówki. Ludzie zamykali swe kuchnie na zamki, barykadowali drzwi, ale to na nic. Zwariowana dziewczyna w niewyjaśniony sposób pożerała lodówki pozostawiając tylko klamki. Gdy po kilku latach w żadnym domu nie było już lodówek stwierdziła że przejdzie na dietę. Zaczęła pożerać wanny i prysznice. Mieszkańcy nie mieli się jak myć. Część z nich uciekła, część została. Miasto zaczęło po prostu śmierdzieć. Prezydent zakazał zbliżać się do niego przez panującą tam dziwną epidemię, która polegała na parze wydobywającej się spod pach. Gdy Hermiona zobaczyła co zrobiła stwierdziła, że musi wszystko odkręcić. Tylko nie wiedziała jak to zrobić. Więc udała się do biblioteki gdzie znalazła księgę "Smrodu i wanien" tam znalazła przepis na smaczny koktajl truskawkowy i natychmiast przepisała go  do swojego prywatnego notatnika. W prywatnym notatniku było wiele ciekawych notatek takich jak numery telefonów, przemyślenia, obciachowe zdjęcia i mini pamiętnik. To był prawdziwy skarb. Hermiona chroniła go ponad życie. Przeglądając książkę Perfekcyjnej Pani Domu znalazła radę na smród. Radą było wykąpanie się w pomarańczach i zgniłych warzywach. Niestety nikt w mieście nie miał wanny, więc Hermiona postanowiła zbudować ogromną wannę w ziemi, aby każdy mieszkaniec się w niej zmieścił. Następnym problemem był brak warzyw i pomarańczy. Więc poleciała do Hiszpanii. Ale tam wredny rolnik nie chciał jej dać pomarańczy, więc zabiła go swym notatnikiem i ukradła wszystkie pomarańcze. Po warzywa poleciała do Polski gdzie zgniłych smakołyków było po dziurki w nosie. Tam bez problemu oddano jej potrzebne składniki i dorzucili skrzynkę piwa i 2 butelki wódki. Tym sposobem Hermiona się najebała podczas lotu na miotle. Kiedy wróciła do miasteczka przy lądowaniu rąbnęła w drzewo. Zemdlała, a zapach zepsutych warzyw przyciągnął szczury, które wypiły resztę wódki i uciekły do Hogwartu. Biedna Hermiona na kacu zabrała się za budowę wanny w upalny dzień. Lecz przerwał jej Ron który chciał się z nią wymienić kartami kredytowymi. Hermiona rzuciła na niego groźne spojrzenie, a rudowłosy pomógł z kopaniem grobu. Za kilka godzin dół był gotowy. Niestety mieściła się w nim tylko 1 osoba. Ron i Hermiona byli już zmęczeni kopaniem, więc przygotowali wywar. Zawołali wszystkich mieszkańców, by po kolei wchodzili do przygotowanej wanny, lecz nagle zerwała się ulewa! I umyła wszystkich. Wywar był niepotrzebny. Dzięki niemu Hermiona wywołała deszcz który wszystkich umył. Potem wyrzygała wszystkie wanny i lodówki i żyła długo i szczęśliwie w trójkącie z Ronem i szczurem.

Hermiona, gdy zauważy świeżą lodówkę.




*KONIEC*

Opowiadanie stworzone przez +Dixon Angel  i +Szatan XDD .
Komentujcie, udostępniajcie dalej! Motywuje nas to do pracy! ^^

Opowiadanie III

"Miłość z kupy wzięta"




Daleko, daleko, gdzieś pod gwieździstym niebem leżał mały, przystojny chłopczyk, który była marzycielem. Zawsze chciał poznać dziewczynę tak samo piękną jak on, co do tej pory nigdy mu się nie udawało. Miał bardzo wysokie wymagania i ogromne grono nienadających się wielbicielek. Lecz pewnego dnia idąc nad jezioro spotkał bardzo przystojnego kolesia, który był gejem. Teraz pewnie zastanawiacie się skąd Patrick wiedział, że nowo spotkany koleś był gejem. A otóż, dlatego że miał na koszulce napisane "szukam chłopaka". Tak właśnie Patrick doszedł do wniosku, że bardziej pociągają go chłopcy. "No cóż" pomyślał "lepszy rydz niż nic" Postanowił podejść do chłopaka, który go nie zauważył. Stawiał niepewne kroki, gdy nagle na jego plecy wskoczyła Amy-dziewczyna, która miała bzika na punkcie Patricka i zaczęła go całować po karku. 
Co ty robisz? -wrzasnął Patrick 
- Ja... - dziewczyna przestała go całować i spojrzała na niego. -Kocham Cię. Chcę mieć z Tb gromadkę dzieci. -Ale ja cb nie kocham. Nie jesteś mnie godna. - odparł dumnie. Podbiegł do chłopaka. Dziewczyna stała osłupiała gdy zobaczyła co Patrick wyprawia. Natomiast zaskoczony chłopak znad jeziora objął Patricka. Amy nie wierzyła własnych oczom! Wyskoczyła z krzaków i biegła w stronę chłopców. -Ty szumowino! Zostaw mojego męża - krzyczała. -Amy! Ogarnij dupę! - również wrzeszczał Patrick, a tajemniczy chłopak patrzył na nich z dziwną miną. Amy zaczęła policzkować tajemniczego. -Jak możesz?! Ale z Ciebie brat! Idiota! Kretyn! Zobaczysz wszystko powiem matce! - i odbiegła w głąb lasu.
-Amy! Suko jedna! Tylko spróbuj! - wrzeszczał brat. - A ty kretynie? Co ty robisz? - zwrócił się do Patricka.
-Ja tylko... przytuliłem cię. Ja do cb coś czuję... 
-To zatkaj nos! - odpowiedział.

- Nos? Jak możesz się bawić moimi uczuciami brutalu?! -wył Patrick.
- Człowieku ja Cię kompletnie nie znam! Puknij się w łeb. 
- Ale ale...
- I ja w ogóle nie jestem gejem!
- Coo?! To po co Ci ta koszulka? - zapytał zszokowany Patrick.
- Bo to żebyś się głupio pytał cieciu. 
Zraniony Patrick uciekł od tamtego miejsca. Biegł lasem, którego kompletnie nie znał i nagle wpadł do wielkiej niedźwiedziej kupy.
-Nieee kurna! Moje nowe spodnie! Moje AirMaxy! - wrzeszczał.
Wstał i biegł dalej, gdy znów, ale tym razem nie do kupy, lecz do ogromnego dołu. Spadał, spadał i spadał dobre 20 minut, a gdy w końcu wylądował znalazł się w podziemnym państwie. 

-Ale tu ciemno.
Wyjął z kieszeni kieszonkową latarkę i zapalił ją. Ściany były ze złota. Na środku było jezioro. 
-Dzięki Bogu. Zmyję ta kupę i ten dżem truskawkowy. Skąd on tu sie wziął?
Podszedł do jeziora. Ściągnął buty, koszulkę no i spodnie. Wszedł beztrosko do wody. Była ciepła, czysta, przejrzysta. I pachniała przepięknie. Patrick pluskał się do woli, ale nie spodziewał się, że jest obserwowany przez kosmatego kosmitę. Miał one czułka na głowie i 7 par oczu. 
- Ty mieszkać na górze? -zapytał zielony ludek.
- Aaaa! -wrzasnął Patrick i uciekł z stronę drabiny, która przed chwilą się pojawiła.
- Nie uciekaj! Chcę się zaprzyjaźnić, a jak dobrze pójdzie to cię zapoznam z taką dziewczyną, która też mieszka na górze, ale tu wpadła..
-A a a - i Patrick zemdlał.
Kosmita zabrał chłopaka i zawlókł go do komnaty na jednym z dziwnych fioletowych drzew. Komnata była mała, wystarczająca na 2 osoby. Kosmita wyszedł i zamknął drzwi z plakietką "Inne zwierzęta". Gdy Patrick już się obudził, w jego świecie powinno już świtać. Rozejrzał po pomieszczeniu. Wszystko było pochłonięte ciemnością.
-O nie! Co ja zrobię? Sam jeden? Gdyby tu był... Maaaammmo! -krzyknął, choć dobrze wiedział, że nikt go nie usłyszy. 
Nagle ze ściany dał się słyszeć krzyk jakiegoś chłopca. Prosił o marmoladę.
-Jest tam ktoś? -zapytał Patrick.
JEP! ściana się rozlepiła i chłopaka ukazała. Był to wysoki i dużo starszy chłopak. Na szyi miał plakietkę "Max" 
Kim ty jesteś? -zapytał maminsynek.
-Twoim koszmarem.
-Koszmarem? O nie to Max rzeźnik! Nie zabijaj mnieee! Jestem zbyt piękny by umrzeć! - odrzekł zdezorientowany Patrick  
Max wstał z kąta i szedł z tasakiem w stronę Patricka. Już brał zamach, gdy nagle rozległ się strzał, a rzeźnik padł. Przed nim ukazała się dziewczyna.
-Jestem Sam. Widzę też tu wpadłeś - oznajmiła rozpruwając nożem zwłoki, Patrickowi zbierało się na wymioty 
- A ja jestem Patrick... Co co co to było? - spytał.
- Twój koszmar. To przetrwanie, banda tych kosmitów chce nas wyeliminować... Czekaj zaraz... Czy Ty śmierdzisz kupą?

-Aż tak czuć?
-Śmierdzisz jak nogi mojej babci. -przyznała Sam.
-Ale ty jesteś szczera, do bólu. - wstał Patrick.
-Jak mogę ci dziękować?
-Nie ruszaj się. Ja chcę przeżyć i...-dziewczyna zamachnęła się toporem. -Obiecuję, że załatwię to szybko. 
-Co ty robisz psychopatko?! 
Już chciała zaatakować Patricka gdy spojrzała w jego piękne niebieskie oczy. 
-Nie nie mogę, nie zrobię tego - jęknęła.
-Próbowałaś mnie zaa... - dziewczyna wyłoniła się z cienia. Była idealna! Taka jaką Patrick szukał całe życie!
-Kocham Cię kuposmrodzie - odparła.
-Ja Ciebie też.
I objęli się z całej siły nad zwłokami rzeźnika, gdy nagle drzwi komnaty się otworzyły, a w nich stanął kosmita. Śmiał się złowieszczo.
-Buahahhaa ale to słodkie. - i splunął na nich kosmicznym jadem z macek, a para zakochanych zmieniła się, w żywe pluszowe kuleczki.




*KONIEC*

komentujecie, udostępniajcie to nas motywuje do pracy! ^^