Translate

czwartek, 2 stycznia 2014

Opowiadanie III

"Miłość z kupy wzięta"




Daleko, daleko, gdzieś pod gwieździstym niebem leżał mały, przystojny chłopczyk, który była marzycielem. Zawsze chciał poznać dziewczynę tak samo piękną jak on, co do tej pory nigdy mu się nie udawało. Miał bardzo wysokie wymagania i ogromne grono nienadających się wielbicielek. Lecz pewnego dnia idąc nad jezioro spotkał bardzo przystojnego kolesia, który był gejem. Teraz pewnie zastanawiacie się skąd Patrick wiedział, że nowo spotkany koleś był gejem. A otóż, dlatego że miał na koszulce napisane "szukam chłopaka". Tak właśnie Patrick doszedł do wniosku, że bardziej pociągają go chłopcy. "No cóż" pomyślał "lepszy rydz niż nic" Postanowił podejść do chłopaka, który go nie zauważył. Stawiał niepewne kroki, gdy nagle na jego plecy wskoczyła Amy-dziewczyna, która miała bzika na punkcie Patricka i zaczęła go całować po karku. 
Co ty robisz? -wrzasnął Patrick 
- Ja... - dziewczyna przestała go całować i spojrzała na niego. -Kocham Cię. Chcę mieć z Tb gromadkę dzieci. -Ale ja cb nie kocham. Nie jesteś mnie godna. - odparł dumnie. Podbiegł do chłopaka. Dziewczyna stała osłupiała gdy zobaczyła co Patrick wyprawia. Natomiast zaskoczony chłopak znad jeziora objął Patricka. Amy nie wierzyła własnych oczom! Wyskoczyła z krzaków i biegła w stronę chłopców. -Ty szumowino! Zostaw mojego męża - krzyczała. -Amy! Ogarnij dupę! - również wrzeszczał Patrick, a tajemniczy chłopak patrzył na nich z dziwną miną. Amy zaczęła policzkować tajemniczego. -Jak możesz?! Ale z Ciebie brat! Idiota! Kretyn! Zobaczysz wszystko powiem matce! - i odbiegła w głąb lasu.
-Amy! Suko jedna! Tylko spróbuj! - wrzeszczał brat. - A ty kretynie? Co ty robisz? - zwrócił się do Patricka.
-Ja tylko... przytuliłem cię. Ja do cb coś czuję... 
-To zatkaj nos! - odpowiedział.

- Nos? Jak możesz się bawić moimi uczuciami brutalu?! -wył Patrick.
- Człowieku ja Cię kompletnie nie znam! Puknij się w łeb. 
- Ale ale...
- I ja w ogóle nie jestem gejem!
- Coo?! To po co Ci ta koszulka? - zapytał zszokowany Patrick.
- Bo to żebyś się głupio pytał cieciu. 
Zraniony Patrick uciekł od tamtego miejsca. Biegł lasem, którego kompletnie nie znał i nagle wpadł do wielkiej niedźwiedziej kupy.
-Nieee kurna! Moje nowe spodnie! Moje AirMaxy! - wrzeszczał.
Wstał i biegł dalej, gdy znów, ale tym razem nie do kupy, lecz do ogromnego dołu. Spadał, spadał i spadał dobre 20 minut, a gdy w końcu wylądował znalazł się w podziemnym państwie. 

-Ale tu ciemno.
Wyjął z kieszeni kieszonkową latarkę i zapalił ją. Ściany były ze złota. Na środku było jezioro. 
-Dzięki Bogu. Zmyję ta kupę i ten dżem truskawkowy. Skąd on tu sie wziął?
Podszedł do jeziora. Ściągnął buty, koszulkę no i spodnie. Wszedł beztrosko do wody. Była ciepła, czysta, przejrzysta. I pachniała przepięknie. Patrick pluskał się do woli, ale nie spodziewał się, że jest obserwowany przez kosmatego kosmitę. Miał one czułka na głowie i 7 par oczu. 
- Ty mieszkać na górze? -zapytał zielony ludek.
- Aaaa! -wrzasnął Patrick i uciekł z stronę drabiny, która przed chwilą się pojawiła.
- Nie uciekaj! Chcę się zaprzyjaźnić, a jak dobrze pójdzie to cię zapoznam z taką dziewczyną, która też mieszka na górze, ale tu wpadła..
-A a a - i Patrick zemdlał.
Kosmita zabrał chłopaka i zawlókł go do komnaty na jednym z dziwnych fioletowych drzew. Komnata była mała, wystarczająca na 2 osoby. Kosmita wyszedł i zamknął drzwi z plakietką "Inne zwierzęta". Gdy Patrick już się obudził, w jego świecie powinno już świtać. Rozejrzał po pomieszczeniu. Wszystko było pochłonięte ciemnością.
-O nie! Co ja zrobię? Sam jeden? Gdyby tu był... Maaaammmo! -krzyknął, choć dobrze wiedział, że nikt go nie usłyszy. 
Nagle ze ściany dał się słyszeć krzyk jakiegoś chłopca. Prosił o marmoladę.
-Jest tam ktoś? -zapytał Patrick.
JEP! ściana się rozlepiła i chłopaka ukazała. Był to wysoki i dużo starszy chłopak. Na szyi miał plakietkę "Max" 
Kim ty jesteś? -zapytał maminsynek.
-Twoim koszmarem.
-Koszmarem? O nie to Max rzeźnik! Nie zabijaj mnieee! Jestem zbyt piękny by umrzeć! - odrzekł zdezorientowany Patrick  
Max wstał z kąta i szedł z tasakiem w stronę Patricka. Już brał zamach, gdy nagle rozległ się strzał, a rzeźnik padł. Przed nim ukazała się dziewczyna.
-Jestem Sam. Widzę też tu wpadłeś - oznajmiła rozpruwając nożem zwłoki, Patrickowi zbierało się na wymioty 
- A ja jestem Patrick... Co co co to było? - spytał.
- Twój koszmar. To przetrwanie, banda tych kosmitów chce nas wyeliminować... Czekaj zaraz... Czy Ty śmierdzisz kupą?

-Aż tak czuć?
-Śmierdzisz jak nogi mojej babci. -przyznała Sam.
-Ale ty jesteś szczera, do bólu. - wstał Patrick.
-Jak mogę ci dziękować?
-Nie ruszaj się. Ja chcę przeżyć i...-dziewczyna zamachnęła się toporem. -Obiecuję, że załatwię to szybko. 
-Co ty robisz psychopatko?! 
Już chciała zaatakować Patricka gdy spojrzała w jego piękne niebieskie oczy. 
-Nie nie mogę, nie zrobię tego - jęknęła.
-Próbowałaś mnie zaa... - dziewczyna wyłoniła się z cienia. Była idealna! Taka jaką Patrick szukał całe życie!
-Kocham Cię kuposmrodzie - odparła.
-Ja Ciebie też.
I objęli się z całej siły nad zwłokami rzeźnika, gdy nagle drzwi komnaty się otworzyły, a w nich stanął kosmita. Śmiał się złowieszczo.
-Buahahhaa ale to słodkie. - i splunął na nich kosmicznym jadem z macek, a para zakochanych zmieniła się, w żywe pluszowe kuleczki.




*KONIEC*

komentujecie, udostępniajcie to nas motywuje do pracy! ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz